Edukacja zawodowa nie potrzebuje obrony. Potrzebuje odwagi do zmian

Wczoraj miałam przyjemność uczestniczyć w konferencji @Konfederacja Lewiatan „(Nie)obiektywnie o edukacji i systemach, które muszą się uczyć”. Wiele wątków zasługuje na osobną dyskusję, ale szczególnie interesujący był dla mnie panel „Państwo i biznes na rzecz wzmacniania edukacji zawodowej”.

Jak przygotować młodych ludzi do zawodów, których jeszcze nie znamy?

W centrum dyskusji znalazło się napięcie, z którym edukacja zawodowa mierzy się od lat – jak przygotowywać młodych ludzi do zawodów, które zmieniają się szybciej niż programy nauczania?

System kształcenia zawodowego jest nieelastyczny w sposób, który boli podwójnie. Rynek zmienia się w tempie, którego nikt do końca nie potrafi przewidzieć, a wprowadzenie nowego zawodu do systemu edukacji trwa średnio dwa lata. Dwa lata, w przypadku branży IT, to przepaść. Podstawa programowa potrafi być nieaktualna już w dniu, gdy trafia do szkół — rozbieżność z tym, czego faktycznie potrzebuje rynek, wynosi od 30 do nawet 60%. Absolwenci wchodzą na rynek pracy i… muszą być oduczani tego, czego się nauczyli. A potem uczeni od nowa.

Być może nie powinniśmy oczekiwać, że szkoła wykształci w pełni gotowego informatyka?

Tempo zmian technologicznych jest tak ogromne, a w dodatku potrzeba na nie nieustannych nakładów finansowych. Wczoraj potrzeba było kupić drony, a na jutro będą potrzebne roboty humanoidalne – to tak w wielkim skrócie, jak wygląda skala zmian.

To nie jest zarzut pod adresem nauczycieli. To jest systemowe ograniczenie, które trzeba nazwać wprost, zanim zaczniemy szukać rozwiązań.

Kiedy biznes staje się częścią rozwiązania.

Na pewno jednym z najsłuszniejszych rozwiązań jest wsparcie ze strony biznesu.

Nowoczesne szkoły zawodowe coraz częściej dysponują świetnym wyposażeniem, nowoczesnymi pracowniami i warsztatami. To, czego nie da się jednak kupić w żadnym projekcie inwestycyjnym, to know-how przedsiębiorstw. Dlatego współpraca szkół z pracodawcami nie jest dodatkiem do systemu edukacji – staje się jego koniecznym elementem.

Świetnym przykładem są klasy patronackie czy możliwość zdobywania dodatkowych kwalifikacji uznawanych także poza Polską. Podczas panelu padł bardzo ciekawy przykład współpracy edukacji z biznesem realizowanej przez Volkswagen Poznań. Uczniowie klas patronackich mogą przystąpić do dodatkowego egzaminu AHK, którego certyfikat jest uznawany przez niemieckich pracodawców i ceniony w wielu krajach Europy. To pokazuje, że edukacja zawodowa może otwierać drzwi nie tylko do pierwszej pracy, ale również do międzynarodowej kariery zawodowej.

Jeszcze bardziej przemawiają jednak liczby. Około 85% absolwentów Centrum Szkoleniowo-Treningowego Volkswagen Poznań znajduje zatrudnienie w firmie. To najlepszy dowód na to, że inwestowanie w młodych ludzi jest nie tylko społeczną odpowiedzialnością biznesu, ale również długofalową strategią budowania kompetentnych zespołów.

Instruktor to nie nauczyciel. To mentor.

Bardzo podobało mi się również spojrzenie na rolę instruktora praktycznej nauki zawodu. Nie jako osoby przekazującej wyłącznie wiedzę techniczną, ale jako mentora i wychowawcy. Kogoś, kto ma wpływ na postawy, sposób myślenia i kulturę pracy młodego człowieka. To ogromna odpowiedzialność, ale też ogromna szansa.

Największy niewykorzystany potencjał jest już na rynku.

Być może największym niewykorzystanym potencjałem polskiej edukacji zawodowej nie są dziś nowe programy nauczania, ale tysiące ekspertów pracujących w przedsiębiorstwach, którzy mogliby dzielić się swoją wiedzą z młodym pokoleniem. Z zainteresowaniem słuchałam dyskusji o rozwiązaniach, które mają zachęcić przedsiębiorców do większego zaangażowania w edukację. Jednym z nich są planowane ulgi podatkowe PIT i CIT dla pracodawców oddelegowujących swoich specjalistów do pracy w szkołach. To kierunek, który wydaje się szczególnie obiecujący.

Młodzi mają potencjał. Potrzebują przestrzeni.

W panelu pojawiło się także kilka inspirujących przykładów pokazujących, co dzieje się wtedy, gdy młodzieży daje się przestrzeń do działania. Projekty technologiczne tworzone przez uczniów, inicjatywy społeczne, programy rozwojowe czy działania wspierające dobrostan psychiczny młodych ludzi pokazują jedno: potencjał jest ogromny. Potrzebujemy tylko systemów, które pozwolą go uruchamiać, a nie ograniczać.

Edukacja i biznes muszą grać do jednej bramki.

Po tej dyskusji jeszcze mocniej utwierdziłam się w przekonaniu, że edukacja zawodowa nie potrzebuje dziś obrony. Potrzebuje dobrych ambasadorów, odważnych partnerstw i większej otwartości na zmiany.

Gratulacje dla organizatorów, którym udało się stworzyć przestrzeń do szczerej, merytorycznej dyskusji – bez sloganów, za to z udziałem ludzi, którzy na co dzień współtworzą edukację i rynek pracy. A to dziś szczególnie cenne.

#najnowsze

Jak naprawdę zacząć pracę jako serwisant urządzeń grzewczych?

czytaj więcej

Nadchodzi INTEGRATOR 5X5

czytaj więcej

Dlaczego powstał Projekt SERWIS?

czytaj więcej